Dziecko chce wszystko w sklepie — jak odmawiać bez awantury i wstydu

Mama i córka przy sklepowym regale — dziewczynka sięga po produkt, mama trzyma w ręku inny

Znasz to. Wchodzicie po chleb i mleko, a przy pierwszej półce zaczyna się: „Kupisz mi to? A to? A tamto?". Mówisz „nie" — i w sekundę robi się głośno. Płacz, ciągnięcie za rękaw, a wokół spojrzenia innych ludzi, przez które masz ochotę zapaść się pod ziemię. Wychodzisz z torbą zakupów i z cichym pytaniem, czy właśnie zrobiłeś_aś coś źle.

Nie zrobiłeś_aś. To jedna z najzwyklejszych scen rodzicielstwa — i jedna z tych, w których łatwo uwierzyć, że wszyscy inni radzą sobie lepiej. Nie radzą. A pod tą sklepową awanturą kryje się więcej, niż widać na pierwszy rzut oka.

Co naprawdę siedzi pod „kup mi to"

Psycholog Monika Iskierka-Mreńca opisuje zachciankę jako „wierzchołek góry lodowej". Pod spodem — pisze — mogą kryć się potrzeby: przynależności, akceptacji, bliskości, autonomii, bezpieczeństwa, a czasem po prostu głodu. Rzecz z półki bywa tylko pierwszym, najbliższym sposobem, żeby coś ważniejszego zaspokoić. Jak to ujmuje: „Emocje są dziećmi potrzeb".

To nie znaczy, że masz spełniać każdą zachciankę — Iskierka-Mreńca mówi wprost, że nie musisz. Znaczy tylko, że zanim odmówisz, warto na moment zobaczyć, co tak naprawdę pcha dziecko do tej plastikowej figurki.

Podobnie patrzą na to rodzice na forach. W wątkach o awanturach w sklepie (np. na forum Canpol Babies) powtarza się obserwacja, że wybuch częściej bierze się z nudy, głodu albo zmęczenia niż z samej chęci posiadania. Głodne, przebodźcowane dziecko na końcu długich zakupów nie „manipuluje" — ono po prostu nie ma już z czego czerpać spokoju.

U starszych dzieci dochodzi jeszcze jedno: „wszyscy to mają". Jak zauważa portal mjakmama24, to nie kaprys, tylko potrzeba przynależności i akceptacji wśród rówieśników. Brak modnej rzeczy potrafi boleć naprawdę — i to też warto usłyszeć, zanim się odpowie.

Jak odmówić spokojnie (i skutecznie)

Dobra wiadomość: nie musisz wybierać między „ulegam" a „robię scenę". Jest droga pośrodku — stanowcza i ciepła jednocześnie.

  • Kucnij i nazwij emocję. Psycholożka Magdalena Miler radzi, żeby zamiast długich tłumaczeń przykucnąć przy dziecku i spokojnie powiedzieć, co widzisz: „Widzę, że się bardzo zezłościłeś". To nie zgoda na zakup — to sygnał „jestem z tobą", który realnie obniża napięcie. Unikaj przy tym etykiet w rodzaju „jesteś niegrzeczny" — one dokładają ognia.
  • Powiedz „nie" bez tłumaczenia się w nieskończoność. W poradniku o sztuce odmawiania (LIBRUS) przywołuje się duńskiego pedagoga Jespera Juula: „nie" może być pełnym zdaniem. Najpierw przyjmij do wiadomości, że dziecko czegoś chce, a potem odmów, jeśli tak uważasz — spokojnie, raz, bez dziesięciu argumentów. Przykład za Juulem: „Słyszę, że chcesz zjeść lody przed obiadem. Jednak teraz nie będziesz jadł lodów".
  • Bądź obok złości, która przyjdzie po odmowie. Frustracja to naturalna reakcja na „nie" — nie znak, że popełniłeś_aś błąd. Wystarczy być blisko, bez własnej złości: „Widzę, że jest ci trudno". Dziecko nie musi być natychmiast „uspokojone", żeby ta chwila była dobra.
  • Trzymaj się tego, co ustaliliście. Tu Miler jest bezkompromisowa: „Jeśli nie trzymamy się ustaleń z dzieckiem dla świętego spokoju, pokazujemy, że nie można nam ufać". Jedno ustępstwo „żeby było ciszej" uczy, że płacz działa — i następnym razem będzie głośniej.
Mama kuca przy dziecku i spokojnie z nim rozmawia, twarzą w twarz

Pomaga też przygotowanie, zanim jeszcze wejdziecie do sklepu. Miler proponuje ustalić zasady i opowiedzieć plan zakupów z góry, a starsze dzieci wciągnąć do robienia listy albo sprawdzania cen. Portal Super Express podpowiada, jak zamienić to w zabawę: w kolejce do kasy bawcie się w „bystrego detektywa" — poszukajcie razem trzech rzeczy naprawdę potrzebnych i trzech dodatkowych. Przy półce można wspólnie decydować: „potrzeba czy zachcianka?". Prosty przykład, który dziecko rozumie: bez wody i jedzenia nie da się funkcjonować, bez kolejnej figurki — spokojnie tak.

A gdy naprawdę czegoś chce, a to nie jest moment na zakup? Tata i bloger Kamil Nowak opisuje patent z „listą marzeń": wyciąga kartkę i zapisuje życzenie na odpowiednią okazję — urodziny, Dzień Dziecka. Chodzi o to, żeby dziecko usłyszało, że „jego potrzeby też są dla nas ważne i nie są przez nas ignorowane". „Nie teraz" brzmi zupełnie inaczej niż „nie, bo mówię".

Najczęstszy błąd: „nie mamy pieniędzy"

To zdanie ciśnie się na usta najszybciej — i według poradników bywa najmniej pomocne. Portal MamaDu zwraca uwagę, że „nie mamy pieniędzy" najczęściej nie jest prawdą, a do tego niesie kiepską lekcję: że pieniądz daje władzę nad wszystkim, a jak się skończy, to koniec rozmowy. Lepiej być szczerym co do prawdziwego powodu odmowy — „mamy w domu bardzo podobną" albo „to nie jest tego warte" — i przy okazji uczyć rozróżniania potrzeb od zachcianek.

Ten sam tekst wskazuje jeszcze dwie pułapki. Pierwsza to przenoszenie na dziecko własnego napięcia — kiedy każda rozmowa o pieniądzach jest naładowana stresem, dziecko uczy się, że pieniądze to temat, przy którym się boimy. Druga to własne impulsywne zakupy: trudno wymagać od dziecka „nie kupuj pod wpływem chwili", gdy samemu wrzuca się do koszyka rzeczy z półki przy kasie.

I jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć przy starszaku. Gdy pada „ale wszyscy mają", mjakmama24 radzi rozmawiać o budżecie szczerze, ale bez zrzucania dorosłych zmartwień na barki dziecka — i kierować uwagę na wspólny czas, nie na rzeczy. Nie musisz wygrać każdej dyskusji o markowych butach. Wystarczy, że dziecko poczuje się usłyszane, nawet słysząc „nie".

Krótko, gdybyś miał_a zapamiętać jedno

Sklepowa awantura to nie test twojego rodzicielstwa i nie dowód, że dziecko jest „rozpuszczone". To zwykła sytuacja, w której możesz jednocześnie być blisko (nazwać emocję, przykucnąć, usłyszeć) i być stanowczy_a (odmówić raz, spokojnie, i się tego trzymać). Nie musisz mówić „nie mamy pieniędzy". Wystarczy prawda, granica i twoja obecność przy złości, która po niej przyjdzie. To z tego — nie z uległości — dziecko uczy się, czym naprawdę są pieniądze i wybory.

W BIMLI wierzymy, że o pieniądzach najlepiej uczyć się na sucho — zanim emocje wejdą do gry przy prawdziwej kasie. Dlatego powstała Cyfrowa Piaskownica Wydatków: bezpieczne miejsce, gdzie dziecko może samo próbować, wybierać i uczyć się różnicy między „potrzebuję" a „chcę" — w zabawie, nie w środku sklepowego płaczu.


Źródła

  1. Monika Iskierka-Mreńca (psycholog), „POTRZEBY CZY ZACHCIANKI?" — link
  2. Magdalena Miler (psycholożka), „Jak zachować się na zakupach z dzieckiem" — HelloMama — link
  3. „Sztuka odmawiania dzieciom" (za Jesperem Juulem) — LIBRUS Rodzina — link
  4. „Jak rozmawiać z dzieckiem o pieniądzach — najczęstsze błędy rodziców" — MamaDu.pl — link
  5. „Dziecko chce kupić wszystko w sklepie? Potrzeba a zachcianka" — Super Express — link
  6. „Wszyscy to mają — dlaczego dzieci chcą drogich rzeczy i jak reagować" — mjakmama24.pl — link
  7. „Dziecko w sklepie a awantura" (głosy rodziców) — forum Canpol Babies — link
  8. Kamil Nowak, „Jak uspokoić dziecko w sklepie" — Blog Ojciec — link
Koszyk
Przewijanie do góry
Co mówią nasi Klienci
19 opinii